Centralny Rejestr Umów (CRU) miał być symbolem przejrzystości, a na naszych oczach staje się flagowym bublem prawnym, który najgłośniejsze afery po prostu zamiecie pod dywan.
Nie będzie przesadą, że cała Polska w ostatnich tygodniach żyła aferami, w której centrum stał pewien warszawski szpital. Fala oburzenia przyjęła tak ogromne rozmiary, że z czasem wlała się przez okna władzy, a władza, w swoim bohaterskim stylu, postanowiła natychmiast rozwiązać problem. Już 1 lipca tego roku na białym koniu do polskich finansów wmaszeruje CRU, który jednak ma działać dosyć wybiórczo…
Bo czyje umowy – tak zupełnie przypadkowo! – do tego rejestru nie trafią? Zupełnie niespodziewanie nie znajdą się w nim umowy zawierane m.in. przez Szpital Południowy w Warszawie, Szpitali Pomorskich (dawniej zarządzanych przez Panią Minister Zdrowia Jolantę Sobierańską-Grendę) czy np. Szpitalne Centrum Medyczne w Goleniowie (którego dyrektorem była Pani Wiceminister Katarzyna Kęcka). Nie trafią tam też umowy całej masy innych spółek, które od lat stają się politycznym łupem.
Owszem, CRU łaskawie zbierze i ujawni dane od klasycznych szpitali publicznych działających jako SPZOZ, ale wszystkie umowy szpitali-spółek pozostaną tajemnicą. Tych samych spółek, które – co pokazały nam ostatnie tygodnie – z wielką chęcią zatrudniają znajomych królika na absolutnie nierynkowych warunkach. W naszej ocenie wprowadzane zmiany mają pozorować działania i służą przede wszystkim przerzucaniu odpowiedzialności za własne afery.
Dzięki temu genialnemu planowi tworzy się absurd czystej wody: zarobki pielęgniarki, ratownika czy lekarza na kontrakcie w zwykłym szpitalu powiatowym będą publiczną telenowelą dostępną dla każdego sąsiada. W tym samym czasie cywilnoprawne eldorado menedżerów i wybranych medyków w szpitalach-spółkach pozostaną bezpieczne pod grubym dywanem milczenia. Genialne!
Skąd takie wnioski? Wystarczy zajrzeć do art. 9 Ustawy o finansach publicznych, który precyzyjnie wylicza podmioty objęte nowym obowiązkiem. W punkcie 14 tego artykułu ustawodawca wprost wpisał wyłączenie spółek prawa handlowego z definicji sektora finansów publicznych. Dotyczy to także podmiotów, w których 100% udziałów należy do samorządu lub Skarbu Państwa. Prawnicy i ekonomiści potwierdzają: w świetle tych przepisów szpitale-spółki legalnie ominą rejestr.
Po raz kolejny słyszymy dumne hasła o transparentności, a w rzeczywistości dostajemy system pełen luk prawnych dziwnym trafem zabezpieczających interesy tych, którzy najgłośniej krzyczą o wspomnianej transparentności.