„Będziemy mogli zweryfikować czas pracy i rzeczywistą obecność personelu medycznego w konkretnym miejscu, żeby uniemożliwić takie działania, jakie się zdarzały, że osoba mogła być w kilku miejscach jednocześnie. Bilokacja nie jest stanem osiągniętym przez ludzkość na dzień dzisiejszy” – słowa, których autorem jest wiceminister zdrowia Tomasz Maciejewski, przyjmujemy z radością, ponieważ wydają się być długo wyczekiwaną odpowiedzią na wielokrotnie zgłaszane przez nas patologie, pozostające do tej pory bez reakcji ze strony Ministerstwa Zdrowia.
Zastanawiające pozostaje to, dlaczego stanowczości, jaka wybrzmiewa teraz w stanowisku Ministerstwa zabrakło w ubiegłym roku, gdy otrzymało ono od nas raport dotyczący nieprawidłowości w organizacji dyżurów w placówkach psychiatrycznych. Raport, w którym przebadano 1/3 lekarzy w trakcie specjalizacji z psychiatrii i do 5 lat po zakończeniu szkolenia wykazał, że tylko 3% z nich w trakcie dyżuru sprawuje opiekę nad jednym oddziałem. 20% badanych zgłosiło, że ma pod opieką ponad 300 pacjentów jednocześnie, a 10% – ponad 10 komórek organizacyjnych. W opisanych sytuacjach nawet faktyczna bilokacja mogłaby niejednokrotnie okazać się niewystarczająca, aby udzielić pomocy wszystkim potrzebującym jej pacjentom. Dodajmy rzecz jasna, że stawka za dyżur na 10 oddziałach nie różni się wcale od tej, którą lekarze w trakcie specjalizacji dostają za dyżur na jednym oddziale. Rozmawiamy jednak nie o pieniądzach, a o bezpieczeństwie pacjenta i lekarza.
Razem z pełnym szokujących danych raportem Ministerstwo otrzymało od nas propozycje rozwiązań naprawczych. Działań nie podjęto do dziś. Nie podjęto ich również wtedy, kiedy lekarze z opisanego przez nas w tym tygodniu Wojewódzkiego Szpitala Zespolonego w Toruniu zgłaszali do MZ fakt zmuszania ich przez dyrekcję do równoczesnego sprawowania opieki zarówno nad własnym oddziałem macierzystym, jak i Szpitalnym Oddziałem Ratunkowym.
Biorąc pod uwagę dotychczasową bierność Ministerstwa, trudno nie zadawać sobie pytań dotyczących przyczyn nagłej mobilizacji do wprowadzania zmian. Co sprawia, że opisane sytuacje jej nie wywołały, a pojawiła się akurat teraz? Niezależnie jednak od jej powodu, gotowość do działania w celu rozwiązania problemu budzi nasz entuzjazm.
Zdecydowanie popieramy inicjatywę ograniczenia patologii związanych z „bilokacją” personelu. Równocześnie chcemy zaznaczyć, że oczekujemy rozwiązań nieograniczających się wyłącznie do przypadków medialnych, wzbudzających emocje w dużej mierze przez aspekt wysokiego wynagrodzenia lekarza. Wprowadzone zmiany muszą uwzględniać również nagminne sytuacje, gdzie element dodatkowej gratyfikacji finansowej nie istnieje, a sednem problemu pozostaje narażanie życia i zdrowia pacjentów poprzez wykorzystywanie zależnej pozycji młodych lekarzy do nakładania na nich dodatkowych obowiązków. Obowiązków, których jednoczesne wykonywanie wymaga wspomnianej przez wiceministra „bilokacji”, pomimo realizowania ich na terenie tego samego szpitala i w ramach jednej umowy.
Oczekujemy opracowania i wprowadzenia standardów eliminujących zagrożenie, jakim jest powierzanie nieograniczonej liczby pacjentów opiece jednego lekarza. Chcemy być w stanie wykonywać swoją pracę bez obaw, że nasza obecność w jednym miejscu pozbawi nas możliwości reagowania na nagłą sytuację w innym.
Szukanie oszczędności i kreatywne zarządzanie kadrą w szpitalach nie może skutkować zmuszaniem nas do podejmowania dramatycznych decyzji, któremu pacjentowi będziemy w stanie pomóc.