Czy Ministerstwo Zdrowia wyleje dziecko z kąpielą?

Nowelizacja ustawy o świadczeniach finansowanych ze środków publicznych będzie wymagać od lekarzy pracy w zakresie minimum 80 godzin miesięcznie w jednym szpitalu lub poradni specjalistycznej, zakładając, że to najlepszy sposób na zwalczenie istniejących już patologii dotyczących czasu pracy lekarzy. Nieważne, że w wielu miejscach niższy wymiar czasu pracy nigdy nie był patologią, a stanowił po prostu odpowiedź na istniejące potrzeby zdrowotne.

Internista konsultujący szpital psychiatryczny 20 godzin miesięcznie? Do likwidacji.

Lekarz wykonujący USG na ćwierć etatu w małym szpitalu, bo tyle akurat potrzeba? Od przyszłego roku już nie pracuje.

Poradnia specjalistyczna w powiecie, gdzie specjalista jest dwa razy w tygodniu? A na co to komu.

Efekt? Pacjenci pojadą na konsultacje i badania do innego szpitala – o ile będą w stanie pojechać do jednostki oddalonej od miejsca zamieszkania kilkadziesiąt kilometrów i znajdą tam wolny termin. System zamiast być bardziej przejrzysty, będzie po prostu mniejszy.

Natomiast w przypadku pacjentów hospitalizowanych kierować ich trzeba będzie na konsultacje do innych szpitali karetkami.

Zamiast walizkowych lekarzy to pacjenci będą musieli zainwestować w walizki.

To tylko kilka przykładów w których proponowana ustawa, usiłując zwalczyć patologie uderza w liczne, prawidłowo funkcjonujące obszary. Ale w tym ministerstwo jest świetne.

Przewijanie do góry