Oficjalnie: małe, 6-osobowe grupy kliniczne. Rzeczywistość? Łączenie grup, tłok i nauka medycyny „przez plecy” innych studentów. Szpitale nie urosły razem z gigantycznymi rocznikami, a warunków do prawdziwej nauki praktycznej po prostu nie ma.
Ostatnim bastionem, gdzie student stawał się lekarzem i uczył się pracy przy pacjencie, miał być staż podyplomowy. To tam weryfikowaliśmy swoje plany na przyszłość. Co na to Ministerstwo Zdrowia? Wiceminister Kęcka twierdzi, że „życie nie zawsze sprosta naszym oczekiwaniom, więc trzeba się pogodzić, że tego się nie nauczymy” i decyduje o skróceniu, a docelowo likwidacji stażu.
Nasze badania wśród studentów pokazują dramatyczny brak praktyki:
76% nie pobierało krwi tętniczej;
61% nie szyło rany chirurgicznej;
54% nie badało pacjenta per rectum;
87% nie zakładało zgłębnika do żołądka;
61% nie pobierało wymazu.
U stażystów te statystyki drastycznie spadały – staż realnie nadrabiał braki ze studiów. Te dane oraz wiele innych przedstawialiśmy wielokrotnie wiceminister Kęckiej oraz innym uczestnikom spotkań podczas rozmów organizowanych w sprawie likwidacji lub skrócenia stażu podyplomowego. W odpowiedzi słyszeliśmy, m.in. że:
– własne obserwacje Pani Wiceminister temu przeczą
– “życie nie zawsze sprosta naszym oczekiwaniom, więc trzeba się pogodzić, że tego się nie nauczymy”
– część z tych to procedury pielęgniarskie jak w przypadku cewnikowania mężczyzn, więc nie lekarz będzie je wykonywał.
Podczas tych samych spotkań wskazywaliśmy, że jednokrotne wykonanie procedury na studiach to tylko „atrakcja”. Dopiero powtarzalność daje bezpieczeństwo i umiejętności. Co ciekawe, Ministerstwo stosuje ten argument, gdy zamyka porodówki w powiatach, tłumacząc to zbyt małą liczbą porodów i rzekomym brakiem wprawy personelu. Dlaczego ta sama logika nie działa przy edukacji młodych lekarzy?