Artroskopie, niektóre zabiegi na kończynie dolnej, chirurgii kręgosłupa, a także urologii czy bronchoskopii będą wykonywane wyłącznie w szpitalach specjalistycznych – tak zapowiedział w dzisiejszym wystąpieniu prezes NFZ, Filip Nowak. Chce “ukrócić zjawisko lekarzy walizkowych”, czyli zatrzymać tych, którzy dojeżdżają do powiatowych szpitali na pojedyncze dni w miesiącu, aby przeprowadzać tam specjalistyczne zabiegi.
„Spodziewam się, że naruszymy pewne interesy” – oznajmił prezes, nie dodając, że są to przede wszystkim interesy pacjentów.
Walcząc z “lekarzami na walizkach” zmusi pacjentów ze wsi i małych miejscowości, aby sami zakupili walizki, jeśli chcą się leczyć – ignorując zupełnie fakt, że dla wielu będzie to trudne, a wręcz niemożliwe.
Wykluczenie komunikacyjne w Polsce dotyka ponad 10 milionów osób (około 27% społeczeństwa), które mają ograniczony lub żaden dostęp do publicznego transportu zbiorowego. Problem dotyczy głównie terenów o rozproszonej zabudowie, gdzie kursuje najwyżej jeden autobus dziennie lub nie ma ich wcale.
Widać też znaczne różnice w dostępie do specjalistycznych szpitali, które w nowych założeniach miałyby mieć monopol na ratujące zdrowie zabiegi. Chociaż są województwa takie jak śląskie, mazowieckie czy łódzkie, w których duży szpital znajdziemy w promieniu średnio 7 km, w większości Polski nie jest tak łatwo – dla mieszkańca powiatu w warmińsko-mazurskim i zachodniopomorskim to średnio 30-50 km, podobnie jak w woj. podlaskim, lubelskim i podkarpackim, gdzie odległości nierzadko wynoszą 40-60 km.
Nietrudno przewidzieć, że wielu chorych – seniorów, osób z ograniczoną sprawnością czy po prostu niemogących prowadzić samochodu – do tych szpitali w dużych miastach po prostu nie dotrze.
Gdy prezes NFZ lekką ręką utrudnia 1/3 Polaków dostęp do zabiegów operacyjnych, które ratują im zdrowie i życie, można się zastanawiać, czy tu naprawdę chodzi o dobro pacjentów – czy o oszczędność dla NFZ.